Aktualności

ul. Kolejowa 41,
97-400 Bełchatów

+48 601 991 576
info@abordaz.net.pl

Gorąco zachęcam do lektury opisu tegorocznego rejsu. Zdjęcia już niedługo.

mazury2014

 

 

Jacht Solina 800 „Grafix”

 

Kapitan – Adam Mołek

I oficer - Laurencjusz Małofiej, II oficer i kwatermistrz - Szymon Tatara,
Bosman - Agnieszka Pielizg, Bosman Nawigator - Kamila Dobrzańska,

Zastrzegam, żeby tych wszystkich opisów nie brać zbyt poważnie :).

 

Pierwszy dzień (sobota 07.06.2014) wyjazd Bełchatów Hala około 4.30

Piękna góra - Kanał Niegociński – Niegocin – Boczne - Rydzewo

 

Mazury witają nas piękną słoneczną pogodą. Przejmujemy jacht, pakujemy graty i wypływamy około 16.00 godziny. Trochę przy marudziliśmy na starcie i pozostaje nam płynąć na skróty Kanałem Niegocińskim. Pomimo zapewnień Bosmana, że powinniśmy śmiało przejść mamy mieszane uczucia. Na szczęście na wyposarzeniu jest  silnik zaburtowy i po podniesieniu płetwy sterowej i miecza, przechodzimy na styk. Generalnie tego szlaku nie polecam, płytko i mijanka na tym kanale to mordęga. Ale nic to, wpływamy na Niegocin. Po drodze mijamy na wodzie ślubną kawalkadę, ho ho czego tam nie było. Późnym popołudniem dobijamy do mariny w Rydzewie. Stoi już tam jeden z naszych jachtów a drugiego widzimy na przystani 50 metrów wcześniej.

Na kei płytko i drogo, ale za to trafiamy na imprezę. Załoga bardzo szybko zintegrowała się z otoczeniem zawierając bezinteresowne przyjaźnie z grillem i kurkiem nalewaka. Resztę niech dopowie sobie ten kto tam był a ten co nie był niech żałuje.

 

Drugi dzień (niedziela 08.06.2014)

Boczne - Kanał Kula - Jagodne - Szymoneckie - Kanał Szymoński - Szymon - Kanał Mioduński - Kotek Wielki - Kanał Lelecki - Tałtowisko - Kanał Tałcki - Tałty - Mikołajskie - Mikołajki

 

Pogoda piękna słoneczna, mało wieje ale i tak nie szkoda bo dużo kataryny (pływania na silniku) na kanałach. Lądujemy ostatecznie przy molo w Mikołajkach. Keja tania, ale kiepsko z zapleczem. Sanitariaty i prysznice oczywiście są przy ulicy, ale czynne do 22 i drogie. Zwiedzamy najbardziej interesujące zabytki co w konsekwencji przysparza nam porannego łaknienia. Były też podejrzenia, że rzucono na nas urok (żeglarze to strasznie zabobonna nacja), ale ostatecznie przyjęliśmy wersje turystyczną. Nie muszę chyba dodawać, że tu także spotykaliśmy zaprzyjaźnione załogi.

 

Trzeci dzień (poniedziałek 09.06.2014)

Mikołajki - Mikołajskie - Bełdany - Śluza Guzianka - Guzianka Wielka - Kanał Nidzki – Nidzkie – Pod Dębem

 

Pogoda bez zmian więc obstawiamy od rana ile Komandor dał na tace. Wychodzi, że dużo i jest nam niewymownie przykro. Na pocieszenie idziemy do sklepu po chleb i inne takie. Na Guziance pustki. Aż żal, że omija nas odwieczne tu teatrum przeprawowe. Ale nic to, płyniemy dalej, zostawiając niewczesne refleksje za rufą Grafixa. Jest już dość późno, burczy nam w brzuchu. Załoga patrzy wilkiem na kapitana, pewnie go zaraz przeciągną pod kilem. Ale na szczęście wyłania się port. Na kei Pod Dębem widzimy zacumowane jachty naszej watahy. Dobijamy. Tak na marginesie to jedna z piękniejszych przystani. Siadamy do kolacji. Potem kolacja obejmuje wspominki. Noc obejmuje nas. Nie cichną rozmowy o maszynach które zostawiliśmy na pastwę naszych kolegów w pracy (na pewno je zepsują a my będziemy je naprawiać). Kapitan jest wkurw... bo tupią mu mewy po pokładzie i nie może zasnąć.

A noc jak była tak jest ciepła i wilgotna. A potem odleciały komary.

 

Czwarty dzień (wtorek 10.06.2014)

Powrót jak w dniu trzecim z noclegiem na Wierzbie.

 

Pogoda słoneczna, ale wreszcie pojawia się trochę mocniejszy wiatr. Niestety z północy. Wstajemy zaraz po tym jak się położyliśmy. Kwatermistrz marudzi od bladego świtu o prowiancie i kasie. Bosman o leku co się skończył. Kapitana też coś w gardle skrobie. Nie pozostaje nam nic innego jak kontemplacja uroków Rucianego. Około 2,5 km w jedną stronę. Nie jest źle, droga dość urokliwa przez las. Przesławna aplikacja (nie powiem jaka) wylicza nam średnią prędkość 5 km/h. Słońce zaczyna dawać się we znaki. Pani przy ulicy strzyże żywopłot. Sklep i apteka otwarta. To i wracamy jak przyszliśmy.

Nidzkie, po śniadaniu płyniemy na południe jeziora. Niestety jest już późno i musimy w połowie jeziora zawrócić. Czeka nas długa powrotna halsówka a dnia mało. Dopływamy do Guzianki a tu pech, przed samym nosem nam ją zamknęli. Później wycieczkowiec bez kolejki się wcisnął. No ale za trzecim razem udało się, sprintem. Najwyższy czas bo oprócz nas trochę jachtów się już nazbierało. Po wyjściu ze śluzy szukamy miejsca gdzie na chwilę przycumujemy.

Po wielu różnych komplikacjach (które jeszcze dziś stają ością w gardle) stajemy na obiedzie w bardzo urokliwej zatoczce, straszliwie umordowani. Ale pech nas dalej prześladuje, weki się otworzyły i rybki miały radość z naszych cymesów. Nie poddajemy się jednak gotując dalej obiad z tego co nam jeszcze zostało. Po krótkim obłaskawianiu Neptuna decydujemy się płynąć dalej. Bardzo wymęczeni uporczywym halsowaniem, tuż przed zachodem słońca docieramy do Wierzby.

Gdzie spotykamy oczywiście naszą zaprzyjaźnioną załogę Marcina. Po wspólnej kolacji idziemy szybko spać.... żartowałem.

 

Piąty dzień (środa 11.06.2014)

Wierzba – Mikołajskie – Śniardwy – Czarci Ostrów – Mikołajskie – Mikołajki

 

Pogoda jak zawsze. Płyniemy z wiatrem na Czarci Ostrów po drodze spotykając inne nasze załogi. Niektóre (oni wiedzą) nie chwaląc się wyregaciliśmy. Trafiliśmy pięknie, cała wyspa nasza. W piaszczystej i płytkiej zatoce woda jest bardzo ciepła. A przecież to dopiero połowa czerwca. Zażywamy więc wszyscy kąpieli. Później Szymon z Larym łowią ryby. Późnym popołudniem Kapitan przerywa sielankę i odpływamy do Mikołajek. Tak na marginesie naszej bytności na wyspie, zastanawiam się czy wszyscy którzy byli tam przed nami wiedzieli do czego służy saperka na jachcie.

 

Szósty dzień (czwartek 12.06.2014)

Mikołajki – Tałty – Kanał Tałcki – Tałtowisko – Skorupki

 

Dzisiaj typowo żeglarska pogoda. Od rana wzmaga się wiatr i fala. Gdy dopływamy w pobliże wejścia do Kanału Tałckiego jest już dość nieprzyjemnie. Przekonujemy się, że jednak latarnie ostrzegawcze działają. Zostajemy praktycznie sami na jeziorze. Pora jak najszybciej zawinąć do portu. Na dodatek mamy problem z wantą kolumnową, udaje nam się jednak prowizorycznie ją związać i wpływamy do kanału. Uff. Jaki zaskakujący kontrast. Tu cisza i spokój a tam przejmujący wiatr i fale. Na dzisiaj mamy jednak dość atrakcji na wodzie i cumujemy w Skorupkach. Czekają tu już na nas załogi które przypłynęły przed nami. Bosman nawigator zostaje na jachcie a my szybko przyjmujemy zamówienia i ruszamy do sklepu w Tałtach. Bardzo sympatycznie nam się szło, ale jak już doszliśmy to byliśmy zgodni w jednej kwestii. Wracamy, ale już nie na piechotę. No i tu zderzenie z ponurą rzeczywistością. Nikt nawet za pieniądze nie chciał nam pomóc. Z opresji wyratował nas, bardzo sympatyczny niemiec. Zapakował do skodzianki i odwiózł do portu. Nasz wybawca nie chciał przyjąć zapłaty. Dziękujemy Wam rodacy.

Wieczorem ognisko. Zabronili mi opowiadać takie cuda tam były.

 

Siódmy dzień (piątek 13.06.2014)

Skorupki – Tałtowisko - Kanał Lelecki - Kotek Wielki - Kanał Mioduński - Szymon - Kanał Szymoński - Szymoneckie - Jagodne - Kanał Kula – Boczne - Niegocin - Wilkasy

Dobrze wieje od rana. Kapitan zarządził wczesne wypływanie, ale Bosman zatrzasnął się w umywalni. Dopiero szósta ekspedycja ratunkowa dała radę. Coś tam było jeszcze o suszarce do włosów, ale mniejsza … wypływamy. Przy tych wiatrach mamy bardzo szybki przelot. Troche nam tylko graty wytarmosiło pod pokładem. Dopiero teraz tak naprawdę mogliśmy przekonać się o dzielności naszego jachtu. To rzeczywiście bezpieczna łódka. Wilkasy witają nas przelotnym deszczem. Zostawiamy załogę i idziemy z Drugim oglądać super atrakcyjny jacht w dobrej i oczywiście promocyjnej cenie. Kawał drogi szliśmy, przez chaszcze i wykroty, by na miejscu podziwiać paskudnie zaniedbaną łódkę. Nijak nam to coś nie chciało pasować do zdjęć, jaki z tego morał?

Zwyczajem wszystkich dotychczasowych rejsów w Wilkasach spotkały się ponownie wszystkie załogi. Spotkaliśmy tu też wielu innych żeglarzy poznanych w trakcie całego rejsu. Bawiliśmy się wszyscy razem bardzo grzecznie.

 

Ósmy dzień (sobota 14.06.2014)

Wilkasy – Kanał Niegociński - Piękna Góra

 

Poszło sprawnie, Drugi zacumował na koniec łódkę. Kapitan z Pierwszym wyszorowali pokład (na brak wody nie narzekaliśmy bo padał deszcz). Bosmany Dwa z Drugim zrobiły klar pod pokładem. Zabraliśmy z pokładu co nasze i wróciliśmy do domów.

Serdecznie Pozdrawiam Wszystkich Uczestników Rejsu. Do zobaczenia na kolejnym rejsie.

Ahoj!