Aktualności

ul. Kolejowa 41,
97-400 Bełchatów

+48 601 991 576
info@abordaz.net.pl

Webadmin

 

Zakończył się kolejny rejs mazurski. Od 08 do 15 czerwca 2019r. załogi Klubu Żeglarskiego Abordaż eksplorowały północne mazury. Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami wystartowało 16 załóg na jachtach kabinowych turystycznych. Udało nam się zrealizować zaplanowaną trasę rejsu wiodącą przez kanały i jeziora: jezioro Tajty, kanał Piękna Góra, jezioro Kisajno, jezioro Dargin, kanał Sztynorcki, Sztynort, pod mostem Sztynorckim, jezioro Kirsajty, jezioro Mamry, kanał Węgorzewski, Węgorzewo, jezioro Święcajty oraz powrót Łabędzim Szlakiem. Wszystkie załogi stawiły się w piątek w marinie Wilkasy na jeziorze Niegocin by uroczyście celebrować zakończenie rejsu. Przydarzyła nam się także okazja do świętowania pięciolecia rejsów mazurskich, żeńskiej załogi Abordażu „Tasmanek”. Pozdrawiamy „Tasmanki” Anię, Gabrysię, Elę dowodzone przez Kamilę i życzymy im wielu kolejnych udanych sezonów żeglarskich.

 

Nasze jubilatki.

 

 

Kartki z dziennika jachtowego.

 

Mazurskie klimaty.

 

 

 

Nasza załoga na jachcie: Adam, Robert, Mariusz, Kasia, Marek

 

 

Sobota - starujemy z Pięknej Góry na jachcie Antila 27.

Pogoda słoneczna i upalna, choć zapowiadają po południu burze. Teraz trochę o tzw. planowaniu. Miało być szybko, zakładaliśmy bowiem że część załogi która pojedzie samochodem wcześniej przejmie jacht. Wyszło „jak zawsze” i wypłynęliśmy jako jedni z ostatnich, bo poprzedni czarterujący jacht skrzywili sztag i konieczna była jego naprawa. Tak to już bywa z tym całym planowaniem. Tu wielkie podziękowania dla Zbyszka z „Sygnet Yacht” za naprawdę ekspresową naprawę. Koniec końców dopełznęliśmy bez większych przygód do Sztynortu. Zdarzyliśmy bezpiecznie zacumować i dopadła nas zapowiadana wcześniej silna burza z opadami. Suma summarum wyszliśmy pomimo falstartu obronną ręką z tego całego zamieszania.

Odnośnie portu, ma on od tego roku nowego właściciela i można zauważyć już pierwsze pozytywne zmiany. Coraz częściej spotykamy się w marinach z rozwiązaniem w którym odpłatność dotyczy pełnej obsługi sanitarnej na osobę (tu 15 zł). Uważam to za rozsądny i wygodny kompromis dla obu stron. Wieczorem oczywiście integracja załóg w tawernie. Jako ciekawostka, skończyły się już tańce na stołach. Dzielna ochrona szybko i sprawnie ściąga co bardziej krewkich żeglarzy do parteru. Jednym słowem kultura ... gładko, biało i ąbą.

 

Odpływamy z Sztynortu.

 

 

Niedziela – startujemy z Sztynortu.

Po burzy i deszczu nie został nawet ślad. Jest słonecznie i bardzo upalnie, ale co ważniejsze WIEJE. Robimy sobie sesję zdjęciową z innymi załogami i starujemy w kolejny etap rejsu. Tym razem kierunek to przystań Leśny Zakątek na jeziorze Mamry. Przed mostem Sztynorckim kładziemy maszt i wpływamy na jezioro Kirsajty. Zaraz za mostem po lewej stronie jest krótki pomost. Można tam coś zjeść i uzupełnić zakupy. Ponieważ byliśmy wprost wypchani prowiantem nie cumowaliśmy w tym miejscu. Po minięciu wyspy Sidorkowej stajemy na kotwicy w pobliżu odgrodzonej bojami ostoi ptactwa – wyspy Ostrowik. To teren rezerwatu przyrody Sztynort. Robert który jest pierwszym oficerem, ponadto bardzo dobrym sternikiem i jeszcze lepszym kukiem, przygotowuje wraz z Kasią wyśmienity obiad. Po obiedzie zasłużona kąpiel, tak na marginesie woda tu ma I klasę czystości i jest trochę „chłodnawa”. Wieczorem dopływamy do „Leśnego Zakątka” na Mamerkach. Jest to klimatyczne miejsce w bliskim sąsiedztwie dawnej kwatery głównej niemieckich wojsk lądowych (1941-1944). Warto wybrać się na spacer i obejrzeć jej pozostałości (bunkry). Co do samej przystani, nie szukajcie tu specjalnych wygód to prawdziwie dzika przystań, jedyne wygody to czyste toitoie. Mamy tu krótkie drewniane keje i jeden pomost. Trzeba uważać przy podejściu, jest płytko i łatwo zahaczyć masztem o drzewa. Pozdrawiam serdecznie bosmana Wieśka bo dzięki jego staraniom to miejsce ma swoją duszę i wspaniały klimat. Spędziliśmy tu wiele fajnych godzin przy ognisku ale o szczegółach sza.

 

 

Leśny Zakątek, na pierwszym planie Pan Kaczor, daleko widać nasze jachty przycumowane do pomostu.

 

 

Leśny Zakątek, druga strona w tle nasze jachty, na pierwszym planie Waldi.

 

 

Mamerki tablica przy muzeum.

 

 

Poniedziałek – startujemy z Leśnego Zakątka.

Nadal słonecznie i upał. Na szczęście mamy dobrą czwórkę. Lepszego klimatu do żeglarstwa trudno sobie wyobrazić. Pływamy kilka godzin szkoleniowo po jeziorze Mamry. W załodze mamy dwóch kursantów szkolących się na patent żeglarza: Marka i Mariusza oraz majtka pokładowego Kasię, która jeszcze nie wie, że zostanie żeglarką. Dobrze że Robert pomaga mi w szkoleniu bo słońce mocno daje wszystkim w kość. Późnym popołudniem wpływamy do Węgorzewa. Aby tam dotrzeć trzeba przepłynąć spory odcinek kanału Węgorzewskiego. Sam kanał to piękny odcinek rzeki Węgorapy wypływającej z jeziora Mamry. Kanał jest w miarę głęboki no i nie trzeba opuszczać masztu.

Sam port a właściwie to kilka małych marin położonych w bliskim sąsiedztwie. Nawet teraz na początku sezonu jest mało wolnych miejsc. Ciasno w samych portach i trzeba się mocno gimnastykować przy cumowaniu. Nam udaje się zacumować jak vipom, longside przy samym budynku ekomariny. Co do samej ekomariny, bardzo dobre warunki sanitarne i miła obsługa. Z racji bliskości mariny nie mieliśmy problemu z tankowaniem wody, dalej od niej było już trochę gorzej. Ale z zapewnień bosmana w tym roku to się zmieni. Największą zaletą marin w Węgorzewie jest to, że stoimy praktycznie w centrum miasteczka. Choć pewnie trochę uciążliwe jest obchodzenie kanału by dostać się do tawerny. Samo w sobie miasteczko specjalnie mnie nie zachwyciło więc nie będę dalej się nad nim dalej pastwił.

 

 

Kanał Węgorzewski i zmora żeglarzy ... rybołowiec pospolity na łódce.

 

 

Jachty Abordażu w Węgorzewie, nasz oczywiście na pierwszym miejscu ;).

 

 

 

Wtorek – startujemy z Węgorzewa.

W pogodzie bez zmian. Jest słonecznie i dość wietrznie. Kierujemy się na Święcajty. Za półwyspem Kal częściowo osłonięci od wiatru szkolimy się ćwicząc manewry złożone. Gorąco, na obiad stajemy na kotwicy przy samych trzcinach. Kąpiel zaostrza nam apetyt, jest bajkowo. Po obiedzie ruszamy dalej lewym brzegiem w kierunku Ogonek. Mijając wyspę Kocią spotykamy w jednej z zatoczek zacumowany jacht załogi Czarka. Jak się później okazało to całkiem niezłe łowisko. Jezioro Święcajty jest urokliwym lecz wymagającym akwenem, dużo tu wypłyceń. Ciężko tu znaleźć dużą i głęboką marinę. My zatrzymaliśmy się w „Ognistym Ptaku”, ale mieliśmy sporo szczęścia bo niewiele jest tu miejsca. Poza tym ceny. W samych Ogonkach nie ma portu, jest tylko pomost. Widzieliśmy łódki stojące na kotwicy rufą na brzegu. Dno tu jest piaszczyste z niewielkimi kamykami. Fajne miejsce do cumowania znajduje się przy smażalni „Sambor”. Jest tam długi pomost, przy którym może stanąć kilka jachtów. Gdybym miał ponownie wybierać postój wybrałbym to miejsce.

 

Pomost przy smażalni.

 

 

Środa – startujemy z Ogonek.

Pogoda przelotne zachmurzenie i silny wiatr w porywach do 5B. Na popołudniu zapowiadają burze. Tym razem żeglujemy wzdłuż południowego brzegu jeziora Święcajty. Przy wejściu z jeziora Mamry na Kirsajty mamy bardzo silne podmuchy wiatru, idealny w mordewind. Silnik ciężko pracuje na wysokich obrotach, ale udaje się nam sforsować wejście. Postanawiamy szukać noclegu na wschodnim brzegu jeziora Dargin. Na wysokości wioski Nowy Harsz stajemy na „chwilę” w pięknej piaszczystej zatoce. Jest tu tak pięknie, że nie chce nam się ruszać dalej i zostajemy na nocleg. Nie ma tu żadnych wygód, oprócz wychodka. Przy podejściu trzeba bardzo uważać bo płycizna zaczyna się już jakieś 50 metrów od brzegu. Przepiękne miejsce w dodatku tego dnia mieliśmy je wyłącznie dla siebie. Dogadujemy z bosmanem kwestie ogniska i ruszamy z Robertem po kiełbasę. Najbliższy sklep to Harsz jakieś 2,5 km w jedną stronę :).

 

Nasza dzika plaża :)

 

 

 

 

Czwartek – startujemy z zatoki Nowy Harsz.

Pogoda częściowe zachmurzenie, wiatr w porywach 4B. Wczoraj burza przeszła bokiem i mieliśmy przepiękny bezchmurny zachód słońca. Dzisiaj od 15 zapowiadają załamanie pogody. Do południa ostro ćwiczymy manewry na wysokości zatoki gdzie nocowaliśmy. Później wykorzystując silny wiatr ekspresowo przepływamy jezioro Dargin, Kisajno i stajemy w „Zimnym Kącie” na Łabędzim szlaku. To piękny kawałek jeziora z nagromadzeniem dziesięciu wysp. Wspaniała oaza ciszy i pięknej przyrody. Do bindugi dotarliśmy dosłownie na pół godziny przed burzą. Dobrze że udało nam się stanąć w dość zacisznym miejscu, bo przez całą noc burza nie dawała za wygraną.

Co można powiedzieć o samej bindudze. Składa się z kilku krótkich pomostów umiejscowionych wokół półwyspu. Stajemy burtami do nich, jest płytko i trzeba uważać na drzewa. Mamy toalety i umywalki w baraku, jest też mały sklepik. To tyle albo aż tyle, bo to piękne klimatyczne i zaciszne miejsce w lesie. Można się wykąpać, zejście do wody od strony Zimnego jest całkiem niezłe. Wieczorem szanty przy ognisku i długie żeglarskie opowieści, czego trzeba więcej.

 

Jest tu kto? bo głodny jestem...

 

 

 

Robert ma miękkie serce :)

Wiecie jak sęp domaga się jedzenia? ano podpływa do płetwy sterowej i ostentacyjnie ja obdziobuje (wali dziobem aż huczy:)

 

 

 

Piątek – startujemy z Zimnego Kąta.

Pogoda wróciła do normy, całkiem wypadało się w nocy. Przepływamy Łabędzim szlakiem pod przystań AWF. Tu ku niezadowoleniu wygrzewającego się na platformie ptactwa wykorzystujemy ją do ćwiczeń manewrów żeglarskich. Mariusz z Markiem szlifują umiejętności żeglarskie. Dla Mariusza i Kasi to ostatni dzień rejsu. Wieczorem wracają samochodem do domu. Popołudniem stajemy w Pięknej Górze. Wykorzystując pustą keję ćwiczymy manewry portowe. To był naprawdę dobry szkoleniowo rejs.

 

 

 

Zwyczajem naszego klubu w ostatni piątek wszystkie załogi spotykają się w porcie Wilkasy na jeziorze Niegocińskim. Wspólnie świętujemy zakończenie rejsu. W tym roku impreza odbyła się w przytulnej knajpce na górce. Jak już się człowiek wdrapał po stromych drewnianych schodach na samą górę to zastał przepiękną panoramę Niegocina. Dzięki uprzejmości właściciela (którego serdecznie pozdrawiamy) mieliśmy cały lokal do swojej dyspozycji.

 

Widok z tarasu. Gdzieś na horyzoncie Giżycko.

 

 

Sobota – transfer jachtów z Wilkas do Pięknej Góry.

Około 14.00 wyjazd do domu. Kolejny mazurski rejs Abordażu przeszedł do historii.

Ahoj!

 

PS

Zawsze po rejsie pozostaje pewien niedosyt. Właściwie to po pierwszym dniu codziennego kieratu chciałoby się spakować manele i jak najszybciej tam wrócić.

Dobrze że pozostały w naszej pamięci wspomnienia. Piękne obrazy które można przywołać, kiedy dopada nas codzienne zmęczenie.

 

Bardzo dziękuje wszystkim uczestnikom rejsu za wspólnie spędzone chwile.

Jesteście wspaniali :)

 

Do zobaczenia, może już wkrótce?